Luneczkowe zmory, czyli lato giń!

Nigdy nie byłam fanką lata, ale adoptując Lunę wmówiłam sobie, że to będzie super czas, że będziemy jeździć nad wodę, uczyć się pływać ( i ja i ona w tym przypadku), wylegiwać gdzieś pod gruszą i generalnie korzystać z życia ile się da, w końcu jesteśmy piękne i młode i szczupłe (przynajmniej Luna). Wraz z falą upałów. jaka nas zalała, roztopiły się wszystkie moje piękne wizje, chęci, plany i marzenia. Posypało się słuchajcie tak, że jak widzę słońce to mam ochotę płakać i schować się pod lodówkę, a nie wygrzewać pod gruszą, jak to miałam w planach. Okazało się, że nie tylko my źle znosimy upały, ale przede wszystkim Luna…
Młoda bardzo boi się grzmotów i wszystkich dźwięków brzmiących podobnie. Zaczęło się niewinnie, czyli podkulanie ogona i przyspieszony krok kiedy niespodziewanie na spacerze dopadały nas początki burzy. Od razu próbowałam reagować, odwracać uwagę smaczkami, komendami. Na początku pomagało. Niestety nie na długo. Kiedy burze i upały rozszalały się na dobre z psem było już tylko gorzej.
Jesteśmy w takim momencie, że wyjście z klatki schodowej już jest wyzwaniem. Brodaty dziś rano schodził z Młodą z czwartego piętra 25 minut. Ale opłacało się, psa nie trzeba było znosić, w końcu zszedł sam (skąd ten człowiek bierze te pokłady cierpliwości to ja nie ogarniam!). Kiedy wróciłam z pracy już widziałam, że zbiera się na burzę, ale jeszcze nie grzmiało, więc szybko na górę, psa na smycz i biegniemy siknąć póki czas. Wykorzystałam euforię Młodej, która towarzyszy jej zawsze przy naszych powrotach do domu i udało się zrobić wszystko na tyle szybko, że nawet nie zauważyła, że już jest na zewnątrz i robi siku. Serio, dawno nie byłam tak szczęśliwa. Odsikany pieseł dziarsko ruszył przed siebie w poszukiwaniu przygód i co nastąpiło?
GRZMOT!!!!!!
Czyli mamy po spacerze. Pies zamienił się w słup soli i go nie ma. Gdybym chciała ewentualnie mogłabym ją zanieść na ten spacer. Nic nie jest w stanie jej ruszyć. Więc wróciłyśmy do domu. ( pragnę zaznaczyć, że był to k**** jedyny grzmot dzisiejszego dnia!!! dlaczego, akurat wtedy pytam się niewiadomokogo!!) W domu, totalny czill. W zasadzie już na klatce schodowej Luna zaczyna zachowywać się, jakby nic się nie stało.
Także nastał czas, kiedy to siedzimy z nosem w internetach i w telefonie na gorącej linii z naszą kochaną panią weterynarz niezastąpioną i behawiorystą- też niezastąpionym (ślemy buziaki i uściski, szczególnie p. Monice, której prawie płakałam dziś w słuchawkę <3 ). W głowie iskrzy się skierka nadziei, że to tylko głupi wiek, hormony zamiast mózgu i z naszą pomocą i wspólną pracą szybko przejdzie. Siedzę i kisnę z zazdrości kiedy widzę na różnych blogach i stronach te wszystkie psiaki czerpiące z uroków lata ile wlezie i nieprzejmujące się niczym. Siedzę i płakać mi się chce kiedy widzę to wielkie, jedenastomiesięczne, 35kilowe cielę tak strasznie zmęczone i przestraszone życiem. Ale walczymy. I chłoniemy te bezcenne chwile, kiedy Młoda kontaktuje i cieszy się i nawet komendę pif paf robi w przeciągu 5 minut, a nie 10 jak to ma w zwyczaju. Naprawdę w takich sytuacjach człowiek cieszy się, jak dziecko z każdego kontaktu ze swoim psem. Na przykład teraz siedzimy z Luną na jednej kanapie, temperatura odczuwalna w bloku na 4 piętrze to jakieś milion stopni na plusie, a ta postanowiła wybałuszyć pampucha i wetknąć mi łapę praktycznie w nos. Normalnie bym się wkurzyła. Ale to lato nie jest normalne. To lato, to nasze pierwsze lato z dorastającym prawieowczarkiem i musimy się liczyć z tym, że może być jeszcze gorzej, albo dużo lepiej. Wszystko zależy od tego ile pracy w to włożymy. A mamy zamiar walczyć do ostatniej kropli potu. ( O i znowu się wpierdzieliła na kanapę- bo przed chwilą zeszła-i znowu wkłada mi łapę w nos!).
Czekamy z utęsknieniem na jesień pełni nadziei, że już będzie lepiej. Przynajmniej jeśli chodzi o temperatury, które ostatnio naprawdę przestają być śmieszne. Na ochłodzenie oglądamy sobie zdjęcia prawieowczarkaogusia z ostatniej zimy. Mam nadzieję, że i Wam powieje chłodem.
Jeżeli i Wy zmagacie się z podobnymi problemami u swoich ogonów to chętnie o tym poczytamy. W końcu w kupie siła, a jak sobie człowiek nie może z czymś poradzić, to niech się przynajmniej wygada/wypisze! Może wspólnie coś poradzimy 🙂












Eh… Bidulka. Łączę się w bólu bo nasze Szaraki szukają chłodu płytek całą powierzchnią ciała, a ja dzięki temu dowiedziałem się jak płaski potrafi być kot. Do tego Bandzior na odgłos burzy melinuje się pod biurkiem i za nic nie chce wyjść patrząc wzrokiem Mruczka ze Shreka więc grzecznie ustawiam nogi tak żeby miał wygodnie. Ale już niedługo, jeszcze 2 tyg i wrzesień. Uszy do góry.
Pierwszy raz słyszę o tym, żeby kot bał się huku! Serio Michał?
Dla nas lato to ogromy problem. Płaskonose nie umieją się chłodzić tak jak inne psy. Dlatego zawsze musimy mieć przy sobie zimną wodę, lub planować wyjścia, wyjazdy tak aby do tej wody mieć dostęp. Gdy pies jest już bardzo przegrzany np. po powrocie ze spaceru, schładzamy go mokrym ręcznikiem i każemy leżeć na płytkach. Należy się jednak starać aby do tego stanu nie dopuszczać. Podsumowując mokry pies – zadowolony pies – nawet w upale.
Oj zawsze bardzo współczuję, jak to nazwałeś płaskonosym w takie upały. A jestem ciekawa, czy Vigo lubi pływać? Bo chyba jeszcze nigdy nie widziałąm pływającego buldożka 🙂
Każde zdanie tego wpisu to moja Zojka.
Tyle że dochodzi lęk przed facetami, dziećmi a facet z dzieckiem na rowerku to jakby otchłań otwierała się pod nogami i skwierczała ogniem. Spacery możliwe są tylko o 4:00 rano i po 20:00, kiedy się ściemnia. W ciągu dnia na widok smyczy daje nura w najdalszy zakątek mieszkania 🙂 Komedia!
Lato jest udręką, całe dnie spędzone na spaniu i przyklejaniu się do podłogi… W tym jesteśmy akurat identyczne 🙂
Niestety mimo pracy z behawiorystkami nie da się jej pokazać że spacer w dzień jest fajny. Za dużo hałasu, ludzi, aut, rowerów i innych katastrof. Noc i poranek to wspaniałe pory, wręcz wymarzone na najdłuższy spacer świata 🙂
Zatem trzymam kciuki za Wasze postępy, chętnie dowiem się, jak pracujecie z piesełem, żeby chętniej wyłaził na spacery.
p.s. Z zazdrością równą szaleństwu obserwuję ludzi z psami siedzących na kawie w mieście, spacerujących nad jeziorem, ze znajomymi… I nie wiem co począć, bo wyobrażałam sobie, że ten pies będzie ze mną wszędzie 🙁
Marta, a wiadomo skąd u Zojki taki lęk? Znasz jej przeszłość? W jaki jest wieku?Czytając Twój komentarz mam wrażenie, że z Luną to nie są problemy patrząc na to, co Ty przeżywasz, a mimo wszystko nie poddajesz się i walczysz o swojego psa. Wielki szacun dla Ciebie! U nas jest już troszkę lepiej. Odkąd upały odeszły Luna nie ma już żadnych oporów przed wychodzeniem z domu. Nawet widzę, że lęk przed hukiem troszkę osłabł, bo owszem w momencie wystrzału bardzo się boi, ale uspokojenie się zajmuje jej już dużo mniej czasu. Mam wrażenie, że pomogły jej wakacje na których ostatnio byliśmy, bo miała do towarzystwa dorosłą sukę owczarka niemieckiego, z którą ciągle bawiły się na ogrodzie. Od czasu do czasu coś strzelało, a Luna widząc, że na drugim psie nie robi to żadnego wrażenia też bardzo się uspokajała. Próbowałaś organizować takie wspólne spacery z innymi psami? Może to by pomogło?