10 ulubionych zdjęć. Listopad!

„Ten dzień przywitał nas ulewą
W tym wietrze z syfu z listopada…” /Kult, „Dziewczyna bez zęba na przedzie”/
Jeszcze do niedawna były to pierwsze słowa, jakie pojawiały mi się w głowie, kiedy w kalendarzu przewracałam kartkę na listopad. „Żegnaj cudowny październiku, witaj listopadzie! Nie tęskniłam syfiarzu!” Bo do czego tu tęsknić? Do pluchy, wiatru, prawiecałodziennych ciemności? Weś. Ale ten listopad był jakiś inny. Oczywiście nie byłby sobą, gdyby kilka razy nie wpędził mnie w podły nastrój i chandrę, ale było też sporo super chwil, które jak co miesiąc złożyły się na top miesiąca. Zatem po raz kolejny ( to już PIĄTY!! ) zapraszam.
1 listopada był wyjątkowo słoneczny i jeszcze upstrzony złotoczerwonymi kolorami. Oł je. Zawsze to kilka godzin pięknej złotej jesieni więcej. Chyba już tradycją jest, że w topie znajduje się przynajmniej jedno zdjęcie z mojego ukochanego Krosna. Bo kolory, bo słońce, bo Oguś, bo Krosno. Dlatego jest w topie.
Pierwszy listopadowy wyjazd. Padło na Łopienkę, o której pisałam o TU. Cudowny spacer, który naładował mi baterie na kolejny tydzień. Jeszcze gdzieniegdzie było złotawo, jednak już wiemy że za rok wrócimy tam wcześniej. Październik będzie tam cudowny! Już się nie mogę doczekać. Na zdjęciu Karola i jej suka Franka. Karola na facebooku prowadzi fanpage Aktywnie z psem Rzeszów, gdzie najczęściej znajdziecie więcej zdjęć jej autorstwa z naszych wspólnych spacerów (a zapewniam, że jest na co popatrzeć).
Kiedyś miałam więcej czasu na wolontariat w schronisku i cholernie źle mi z tym, że bywam tam teraz tak rzadko. Ale od czasu do czasu na szczęście udaje mi się wpaść do psiaków przynajmniej na chwilę. Podczas tej wizyty powstały dwa zdjęcia, które znalazły swoje miejsce w topie. Na pierwszym z nich nasze żywe srebro- czyli Hipek. Stwierdzam, że gość jest absolutnym mistrzem autoprezentacji. Kiedy jest w zamkniętym kojcu siedzi sobie nieruchomo zaraz przy kratach, wpatruje się w Ciebie, ewentualnie merdnie ogonkiem, czy przytknie nos do krat, żeby łatwiej było go pogłaskać. Nie ma możliwości, żeby ktokolwiek przeszedł obojętnie. Po prostu nie ma! Momentalnie zaczynają się ochy, achy i wszystkim topią się serducha na widok takiego słodziaka. Jednak prawdziwa impreza zaczyna się po otwarciu kojca. Słodkie maleństwo zamienia się w żywą torpedę, ledwo wyrabiającą na zakrętach i prawie latającą w powietrzu. Podobnie, jak w kreskówkach nie widzisz psa tylko takie przemieszczające się z prędkością światła kreski. Może dlatego Hipek wciąż nie znalazł domu. Potrzebuje naprawdę aktywnych ludzi, którzy jakoś go ogarną.
#4
A tutaj totalne przeciwieństwo Hipka- Lutek. To już starszy gość, którego przeszłości nie chcę nawet znać. Na pewno nie było kolorowo. Lutek jest mocno przestraszony i boi się ludzi. Jak się uprzemy i wyczekamy to da się dotknąć. Weźmie też smakołyk z ręki. Ale póki co, to tyle jeśli chodzi o kontakt z człowiekiem. Ale wierzymy, że i on się przełamie i pozwoli pokochać. Nie ma opcji, żeby takie cudo marnowało się w schronie.
Aktualności ze schroniska i więcej zdjęć psiaków można oglądać na fanpagu. Gdyby ktoś miał ochotę- zapraszam—> Schronisko Boguchwała
#5
Łomna, Łomna ach ta nasza Łomna! Długi listopadowy weekend spędziliśmy w Warszawie. A jak Warszawa to spacer z urlopnaetacie.pl, a jak spacer z urlopami to Łomna. Klasyk już chyba. Tyle, że tym razem nie było słonecznie, ciepło i kolorowo, tylko szaro-buro i mega wietrznie. Ale co z tego kiedy ma się takie towarzycho. Jak zwykle Luna i Luśka dały totalnego czadu, a my płakaliśmy przez nie ze śmiechu. Aura wydawała się naprawdę niesprzyjająca, jednak jeśli chodzi o zdjęcia to ja byłam zachwycona! Idealne warunki, żeby całość fotoreportażu ogarnąć w czerni i bieli. No może nie całość, ale kilka zdjęć aż się prosiło o przesunięcie paska saturacji maksymalnie w lewo. A ten klimat na zdjęciach kocham. Kiedyś miałam taki odpał, że robiłam tylko czarno-białe zdjęcia. Teraz kocham kolory, ale sentyment do monochromatycznych obrazów pozostał. I w tych cudownych okolicznościach przyrody powstały właśnie dwa ulubione zdjęcia. To jest pierwsze. Luna wygląda bardzo dostojnie. Jednak w rzeczywistości nie chodziło tu absolutnie o wzniosłe wyglądanie. Po prostu panicznie próbowała złapać oddech po galopie z Luśką, a wiatr skutecznie jej to utrudniał.
#6
A to jest drugie. Klimat, klimat i klimat. I modele! Im się nie da zrobić złego zdjęcia- po prostu. NIE DA SIĘ!
#7
A tu dowód na to, że lubię kolory. I dowód na to, że Luna jak chce to zapozuje. Albo nawet, jak nie chce. Bo tu nie chciała niesamowicie. Ojezu, jak ona nie chciała tego zdjęcia. Wymyśliłam sobie, że wkomponuję ją w te fioletowe wrzosy na pierwszym planie. W sensie, że będzie warować z pyszczkiem w tych kwiatkach. Mogłam sobie pomarzyć. I tak zrobiła mi mega łachę, że się położyła na mokrej trawie. Powtórzeń tego zdjęcia było milion, bo hrabina nie kładła się na dłużej niż 3 sekundy. Nie wyszło, tak jak miało wyjść, ale mimo wszystko bardzo lubię to zdjęcie.
#8
A to zapowiedź nowego wpisu na blogu, który dopiero się będzie robił. Kadr z naszego nowo odkrytego raju, więc nie będę nic zdradzać, żeby się w nowym wpisie nie powtarzać. Powiem tylko, że spędziliśmy tam ostatni weekend listopada i wpadliśmy po uszy! Nie wiem kiedy ogarnę zdjęcia, bo nie wypuszczałam aparatu z rąk. Ale to zdjęcie musiało się pojawić w ulubionych. Drewniana chata, wokół pustka i wielkie płaty śniegu. Nic nam więcej nie było trzeba.
#9
Konie mają w sobie coś wspaniałego. Bije od nich niesamowity spokój. Uwielbiam te zwierzęta i mam do nich ogromny szacunek. Jako dziecko nawet trochę jeździłam, potem była dłuuuuuga przerwa, a teraz znowu zaczyna mnie ciągnąć do jazdy konnej. Kto wie, może uda się do tego wrócić.
#10
Owczarko-kangur kontra śnieżna kula. Kto wygrał oceńcie sami. Lubię tego psa i lubię to, co się dzieje na zdjęciu. Mimo, że wygląda groźnie zapewniam, że nikt nie ucierpiał. W sumie oprócz śnieżnej kulki. Tak, ona zdecydowanie po starciu z Larą ma się nieco gorzej.
No i nadszedł ten moment kiedy bardzo dziękuję Wam za uwagę poświęconą moim ulubionym listopadowym zdjęciom. Jak widać listopad tym razem nie był, aż tak syfiasty, jak myślałam że będzie. Wystarczy chyba tylko łapać te najfajniejsze chwile, zamykać je w szczelnym pudełku i otwierać kiedy zaczniemy zamulać. I jakoś tak od razu fajniej się robi.
Do następnego! 🙂















Ostatnie zdjęcie wymiata no i Luna w kolorach tez jest boska, a ta jej mina wyrażająca wszystko co myśli na temat tego zdjęcia jest niesamowita – zupełnie nie psia 😀
Oj tak…była tak cholernie zniesmaczona, że jak wypowiedziałam magiczne „mamy to!” to nawet już się nie chciała bawić piłeczką, tylko obrażona weszła do domu 😉 A ten zupełnie nie psi wyraz pyska powodują pewnie zupełnie nie psie uszy 😀
Mój ulubiony cykl 🙂 Luna ze zdjęcia nr7 pozamiatała wszystko 🙂
Kurde czyli Yoda wygrała top listopada? Myślałam, że jednak Michał i Lu! 🙂
Nie będę oryginalna- numer 7 is the best!
Dziękuję! Szczerze nie spodziewałam się, że Lunka aż tak się spodoba 🙂 Bardzo mi miło.
Ech, tak bardzo muszę kupić lepszy aparat 😉
Dobry aparat na pewno też ma jakieś znaczenie 😉